Ponieważ pojawiło się wiele krytycznych głosów odnośnie protestu lekarzy rezydentów oraz wątpliwości dotyczących reformy ochrony zdrowia postanowiłem wrzucić post dr Bilińskiego, który opublikował dziś na Facebooku. Porozumienie Rezydentów jest świadome konieczności reformy całego systemu ochrony zdrowia. Pytanie w jakim kierunku ma ona przebiegać. Treść postu poniżej: "Cześć - napisałem długi (w moim stylu ;)) post na swoim profilu. Pojawiało się wiele pytań i uwag co do postulatów i formy protestu, a przede wszystkim mechanizmów finansowania ochrony zdrowia. Nie było do tej pory posta, który odpowiadałby na te rzeczy. Na różnych forach ludzie piszą, że chcemy komuś zabrać, żeby się nachapać.. Jeśli przeczytacie i uznacie, że warto to puścić dalej, ze ma to potencjał EDUKACYJNY dla ludzi nieznających się na ochronie zdrowia, to proszę udostępnijcie ten post z mojego profilu - bo stąd się nie da - https://www.facebook.com/jaroslaw.bilinski.3/posts/10155975252449078 ----------- Wklejam jego treść też tutaj, aby łatwiej Wam było to ogarnąć najpierw czytając. Jak coś to sorry za spam - ale stwierdziłem, zostałem wręcz pobudzony, żeby taki post wyjaśniający wyprodukować. Pamiętajcie, że bez wyedukowania społeczeństwa nasz nacisk na władze będzie musiał być najbardziej radykalny. Przy presji społecznej i pozytywnych sondażach ze strony obywateli, politycy miękną szybciej ;) ---------- Jeśli macie jakieś merytoryczne uwagi, że powinienem coś zmienić, to proszę dajcie znać. --------- POST: BARDZO DŁUGI POST. JEŚLI JEDNAK MASZ JAKĄKOLWIEK NIEJASNOŚĆ ODNOŚNIE OCHRONY ZDROWIA I JEŚLI MOŻESZ WYŚWIADCZYĆ MI PRZYSŁUGĘ TO PROSZĘ PRZECZYTAJ GO ZE ZROZUMIENIEM DO KOŃCA. Nie jestem ekonomistą, politologiem, socjologiem, ale postarałem się odpowiedzieć na wiele pytań podnoszonych w przestrzeni publicznej - pogodzić zwolenników i przeciwników idei i postulatów, o które walczymy. Z góry przepraszam, jeżeli wykazałem się gdzieś niewiedzą i ignorancją - cel jest szczytny, brakuje artykułu w sieci polemizującego z podnoszonymi problemami, dlatego podjąłem się tej niełatwej misji. Zaznaczam, że starałem się napisać ten post jak najprostszym językiem, używałem często skrajnych porównań, być może nadinterpretacji, ale to wszystko po to by osoby nie interesujące się ochroną zdrowia, polityką mogły to zrozumieć i jak najszerzej przyjrzeć się problemowi. Z góry dziękuję za przeczytanie i konstruktywną rozmowę. ------------------------------------------------------------------------------- Protest głodowy medyków sprawił, że przez miesiąc w mediach głównego nurtu podnoszono problemy ochrony zdrowia globalnie. To jest jeden z sukcesów tego protestu, być może najważniejszy – świadomość społeczna i edukacja to najważniejsze mechanizmy prowadzące do wypracowania dobrych zmian. Pojawia się w toku wielu rozmów trochę nieporozumień, trochę zarzutów – częściowo wynikają one nie z poglądów piszących je osób, i mam wrażenie – z niezrozumienia realiów do wprowadzania szeroko pojętych zmian w społeczeństwie. O tych zmianach ostatecznie decydują politycy. Nadrzędną wartością dla rasowych, czołowych, stojących na szczycie partii politycznych polityków jest wygranie kolejnych wyborów, rządzenie, posiadanie władzy, zapisanie się w historii – jakkolwiek by to nie miało wyglądać. Jest to swego rodzaju zepsucie, na pewno nie powinna to być wartość dla której chce się rządzić. Jesteśmy jednak w realiach w jakich jesteśmy i trzeba się w tym odnaleźć. Można nie robić nic, siedzieć i narzekać, a można próbować edukować społeczeństwo, walczyć o ideały, starać się racjonalnie prowadzić sprawy w dobrym kierunku i wymuszać na politykach racjonalne zmiany. Często zadaję sobie pytanie – czy rządzi "lud", obywatele czy rządzą politycy. Jeśli politycy mają duże poparcie społeczne to mogą wiele zmian wprowadzić bez większego szwanku, nawet jeśli nie podobają się wyborcom. Jeśli dołożą do tego zmiany które chce „lud”, jeśli ten lud przekupią, omamią – to wynik wyjdzie na zero i dalej utrzymuje się poparcie, które pozwala rządzić. I tu jest meritum – politycy z kręgosłupem moralnym, mądrzy, elokwentni, rozsądni, proludzcy, prorozwojowi – stosując tę regułę - w tym obszarze, w którym mogą wprowadzać zmiany „na siłę”, bo po prostu tak trzeba, bo myśląc o przyszłości widzą, że są one konieczne, nawet jeśli zwykły obywatel tego nie rozumie – wprowadzą je. Nie będą „pchać” ustaw ideowych, nagradzających „swoich”, okopujących swoje trwanie, aranżujących ustrój tak, by ciągnąć w swoją stronę – będą natomiast wprowadzać zmiany konieczne z „populacyjnego” punktu widzenia, zmiany rozwijające kraj, sprawiające, że ludziom będzie żyło się lepiej, zmiany ideowe, wolnościowe, planowane z szerokiego horyzontu, analizowane przez specjalistów, mądre. Do tej pory nie doczekaliśmy się, by tym obszarem była ochrona zdrowia. Dlatego też, my medycy próbujemy takie zmiany „narzucić”. Znając realia polityczne nie mamy szans na wprowadzenie na „już” zmian całkowicie przemeblowujących system społeczny, musimy poruszać się w tej materii politycznej, która jest i umiejętnie zmierzać do celu. Dlatego też nie mówimy np. jesteśmy za całkowitą prywatyzacją ochrony zdrowia, jesteśmy za demontażem armii i przekazaniem tych pieniędzy na zdrowie, jesteśmy za ograniczeniem "socjalu" (są to przykłady zasłyszane, nie oznacza to, że my tak myślimy – podaję przypadki skrajne) – takie krzyki spowodowałyby szybkie wyśmianie nas, deprecjację celów, pogrzebanie idei i nie osiągnięcie niczego (Mirek Cierpich – z tego powodu język proponowanych zmian jest dla Ciebie dążeniem do „komunistycznej ochrony zdrowia” – jak rozumiem oznacza to dla Ciebie kolejny program socjalny – że tak nie jest postaram się wyjaśnić niżej :)). Ten wstęp jest tylko po to, by zrelatywizować naszą pozycję – nie ma władzy absolutnej, nie ma mędrców wszechświata, nie ma jednej idei, która jest „najlepsza”, a przede wszystkim nie ma klimatu politycznego i społecznego do wprowadzania zmian opartych o twarde dane analityczne i naukowe. Dlatego wszystkie formy edukowania społeczeństwa są zbawienne. To, że dziś rozmawiamy na temat ochrony zdrowia jest czymś wspaniałym. Jest to obszar bardzo trudny, choć wiemy, że każdy Polak jest lekarzem (:)) to de facto zrozumienie systemowe ochrony zdrowia nie jest łatwym zadaniem. I niestety jest totalnie niepowszechne - zarówno z punktu widzenia „kształtu systemu ochrony zdrowia” jak i osadzenia finansowania systemu ochrony zdrowia – ministrowie finansów nie znają się na tym w Polsce i jest to obszar bardzo głęboko zapuszczony, dlatego jesteśmy w miejscu, w którym jesteśmy. Przechodząc do meritum – dlaczego dziś domagamy się zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6,8% PKB, a nie np. prywatyzacji ochrony zdrowia, wprowadzenia różnych innych mechanizmów, które nie będą czerpały bezpośrednio z podatków? Jak powinien wyglądać „idealny” system ochrony zdrowia? Jaki „klimat” społeczny i polityczny jest potrzebny, żeby taki „idealny” system stworzyć? Pytania trudne i jak widać do dziś nie rozwiązane. Pewnie nie odpowiem na nie wyczerpująco, ale postaram się przynajmniej wyjaśnić - dlaczego dziś walczymy o to o co walczymy – spróbuję wejść w dyskurs przede wszystkim z tzw. „wolnorynkowcami” i wyznawcami idei, że „każdy odpowiada za siebie, reszta mnie nie interesuje”. Nie kwestionuję tych idei, w wielu punktach są one jak najbardziej słuszne, postaram się tylko z nimi polemizować i poruszać się w tych dwóch materiach – z jednej strony „solidaryzm społeczny” (nazywany pewnie przez wolnorynkowców socjalizmem) i z drugiej strony całkowicie wolny, niesterowany wolny rynek (libertarianizm? anarchokapitalizm? konserwatywny liberalizm? leseferyzm?- ciężko nazwać tę drugą stronę, mam nadzieję, że jest to zrozumiałe, co mam na myśli). 1. Idealny system ochrony zdrowia? Czy w ogóle istnieje i czy można go stworzyć? Odpowiedź brzmi: NIE. Dlaczego? Dlatego, że idealny dla społeczeństwa socjalnego, rozwiniętego, nastawionego na szeroko pojęte dobro społeczne, przyjazny rozwój, „spokojne życie” opiera się w całości na solidaryzmie społecznym. Idealny dla społeczeństwa całkowicie wolnorynkowego, libertariańskiego, konserwatywnie liberalnego będzie system oparty na woli jednostki do gospodarowania swoim majątkiem i „skupiony tylko na sobie” – tzn. każdy ma sobie zapewnić opiekę zdrowotną we własnym zakresie, kto o siebie nie dba, kto jest słabszy, komu przytrafi się tragedia i nie stać go na leczenie powinien być naturalnie eliminowany ze społeczeństwa albo powinien liczyć na dobroć i empatię ludzką i zbierać pieniądze na leczenie, życie przez np. różnego rodzaju fundacje (być może zbyt skrajne porównanie i daleko idąca interpretacja – ale mniej więcej o to chodzi – selekcja naturalna osób ogólnie słabszych, nie tylko zdrowotnie, ale i ekonomicznie). Przekładając to w BARDZO dużym uproszczeniu na budowę systemu ochrony zdrowia, idealnym systemem dla: A. pierwszej grupy (solidarnej społecznie – przez wolnościowców nazywanej lewacką, socjalną, itp. ;)) byłby system „pacjentocentryczny”, „obywatelocentryczny” skupiający się na tym, aby w przypadku choroby zapewnić JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE CHORYCH, OBYWATELI (w domyśle wszystkim) jak najlepszą, najnowocześniejszą, najszybszą opiekę zdrowotną. W tym systemie każdy obywatel płaci podatki (podatek zdrowotny, składkę zdrowotną, ogólnie podatek do budżetu państwa) i „składa się” na leczenie i pomoc tym wszystkim, którzy tego potrzebują. Np. z założenia każdemu człowiekowi może przytrafić się choroba nowotworowa. Leczenie jest wtedy bardzo drogie i praktycznie nikogo na nie nie stać. Dodając do tego niemożność zarabiania w okresie choroby, pewnego stopnia wycofanie społeczne, itp. – leczenie onkologiczne liczone jest w setkach tysięcy, milionach złotych na osobę. Z założenia również WIĘKSZOŚĆ OBYWATELI nie zachoruje lub nie choruje na nowotwór w wieku produkcyjnym. Mając jednak na uwadze, że taka choroba (lub każda inna, wypadek prowadzący do kalectwa, itp.) może się przydarzyć każdemu (oczywiście styl życia na to wpływa i trzeba to wziąć pod uwagę) wszyscy solidarnie składamy się na to, by w przypadku choroby mieć MOŻLIWIE JAK NAJWIĘKSZY komfort leczenia, komfort socjalny i komfort społeczny (tak, by w obliczu choroby skupić się na leczeniu, a nie na szukaniu na niego pieniędzy, rozpaczliwego szukania pomocy dla rodziny, itp). Należy zatem przeznaczyć takie środki z tych (ogólnie rzecz ujmując) podatków, aby RACJONALNIE, REALISTYCZNIE, nie rujnując przy tym innych sfer życia publicznego zapewnić JAK NAJLEPSZĄ opiekę zdrowotną (wliczając w to środki na profilaktykę, edukację zdrowotną i samą medycynę naprawczą, czyli leczenie). Jak pokazuje doświadczenie krajów wysoko rozwiniętych, bogatych, o najwyższym statusie życiowym, w których poziom zadowolenia z życia jest najwyższy, w których żyje się najdłużej i w których żyje się „łatwiej” odsetek PKB przeznaczany na ochronę zdrowia to około 9-10% pieniędzy publicznych. Taki odsetek powoduje maksymalnie dobrą opiekę zdrowotną (przy dobrej aranżacji systemu i racjonalnym, dobrym wydawaniu środków opartym na ciągłej analizie i feedbacku) sprawiającą, że obywatele maksymalnie RZADKO chorują, maksymalnie MAŁO korzystają z pomocy społecznej, rent, zapomóg, itp., maksymalnie MAŁO nie chodzą do pracy (niski absenteizm) i maksymalnie DOBRZE i EFEKTYWNIE (edukacja) wykorzystują dostępne środki na leczenie chorób, nie nadużywając zaufania publicznego. Przy dobrym zaaranżowaniu systemu taki odsetek PKB wydaje się być optymalny – maksymalnie ogranicza wydatki społeczne związane z „chorobowością i kalectwem, absenteizmem i niezdolnością do pracy”, generuje maksymalną liczbę zdrowia bez REALNEGO, nadmiarowego DOKŁADANIA do tego systemu – czyli nakręca na tyle gospodarkę, że jest to samofinansująca się, BA! bogacąca gospodarkę państw machineria. Bez kapitału społecznego i kapitału zdrowia w nowoczesnej ekonomii klasycznej nie ma miejsca na optymalny rozwój gospodarczy – ekonomika zdrowia jest trzecią nakładką ekonomiczną, bez której żaden rozwinięty i mądry kraj nie planuje swojej gospodarki narodowej. B. drugiej grupy (wolnorynkowej, libertariańskiej, konserwatywnie liberalnej, antykapitalistycznej, antysocjalnej – zwał jak zwał) byłby system „egocentryczny”, można też powiedzieć (i tu jest część wspólna) „obywatelocentryczny”, sztywno sprawiedliwy ekonomicznie – kto nie płaci, nie składa się na leczenie nie ma prawa z niego korzystać. W takim systemie jest bardzo dużo pozytywnych mechanizmów, ale są też podstawowe wady – przede wszystkim społeczne, które mam nadzieję uda się wyłuszczyć. System taki zlikwidowałby publiczną ochronę zdrowia finansowaną z podatków i wprowadziłby całkowicie rynkowe mechanizmy dobrowolnych ubezpieczeń. Oczywiście w dalszym ciągu prawie nikogo nie byłoby stać na leczenie bardzo kosztownych chorób w razie ich wystąpienia, dlatego jakiś rodzaj „zabezpieczenia, solidaryzmu” musi występować (i słusznie z resztą, jest to mechanizm jak najbardziej racjonalny). Dlatego obywatel ubezpieczałby się w firmie ubezpieczeniowej. Konkurencja na wolnym przecież r...