Początkowo chciałem to zamieścić w dziale "toksykologia kliniczna", ale zmieniłem zdanie uznawszy to za lekką przesadę... Zacznę prosto z mostu: od ok. 17 lat używam fruktozy zamiast cukru. Na ogół od 6 do 9 łyżeczek dziennie, chociaż sporadycznie bywało i więcej. Jedna łyżeczka (moja łyżeczka) waży 6,5 grama, a bezpieczna dobowa dawka fruktozy to podobno najwyżej 50 gramów. Niedawno czytałem, że fruktoza może zaszkodzić, powodując m.in. hiperurykemię, nadmiar triglicerydów we krwi, niealkoholowe stłuszczenie wątroby i zaburzenia mikrobiomu jelita grubego (ze skutkiem bliżej nieokreślonym, i na pozór mało korzystnym). Nie wiem, czy te przypadłości już mam, bo na razie nic mi nie dolega. Natomiast pewne jest to, że będę chciał fruktozę odstawić, tak jak niegdyś cukier. Lepiej późno niż wcale... Skoro nie cukier, nie fruktoza i na pewno nie aspartam, to pojawia się pytanie jak w tytule. Co radzicie? Teoretycznie jest jeszcze druga część pytania, czyli kwestia: "CZY słodzić?". Jednak całkowita rezygnacja ze słodkiego smaku byłaby dla mnie na pewno sporym wyzwaniem, i na pewno musiałbym wówczas odstawić kawę, herbatę i kakao, jako że nie potrafię pić tych napojów bez posłodzenia. Niesłodzenie oznaczałoby dla mnie w praktyce możliwość picia przez resztę życia tylko jednego "napoju" - tzn....