Polska Gazeta Krakowska: Czy z powodu przychodzenia z pieskiem do pracy w szpitalu można zwolnić pracownika? Taka historia przytrafiła się dr Annie P. z Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Lekarka przed krakowskim sądem walczy o przywrócenie do pracy. Wyrok za dwa tygodnie. - Mój piesek Fabio waży 4 kg, ma cztery i pół roku i jest miniaturką pudla - opowiada dr Anna P. Od 22 lat pracuje z pacjentami z ciężkimi depresjami i stanami lękowymi. W Katedrze Psychiatrii zrobiła dwie specjalizacje, doktorat, jest w trakcie habilitacji. Mówi, że w zwykłym szpitalu są zamknięte oddziały i otwarte ambulatoria, ale specyfika pracy na psychiatrii jest taka, że musi się wejść w głęboką relację z pacjentami. - Dlatego w gabinecie, gdzie się z nimi spotykam, są kwiaty, odpowiednie meble, obrazy. Zabierałam też pieska w celach terapeutycznych. Po to, by pobudzić pacjentów do życia - dodaje. Nikt jej nie informował o zakazie wprowadzania zwierząt. - To nie była i nie jest moja ekstrawagancja. Przed laty mój mistrz prof. Antoni Kępiński zalecał uczestnictwo kotów w terapii. Z kolei mój przełożony prof. Jacek Bomba przychodził do pracy z terierem, a inny profesor Jerzy Aleksandrowicz z pekińczykiem - opowiada. Do akt sądowych złożyła zdjęcia wejść do szpitala, na których nie ma zakazu wchodzenia z psami. Radca prawny szpitala Małgorzata Biernat przekonywała przed sądem, że zwolnienie było zasadne, bo "zostały naruszone normy sanitarne", a w każdym szpitalu "reżim sanitarny jest podwyższony". - Zaś przychodzenie do pracy z psem mogło skutkować nawet zerwaniem kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia - podkreśla Biernat. Jolanta Pulchna, rzeczniczka małopolskiego NFZ, przyznaje jednak, że są dziedziny medycyny, w których rola psów jest istotna. - Decyzja o rodzaju terapii należy do lekarzy, a ocenę niekonwencjonalnej metody, takiej jak zastosowanie psa, pozostawiamy specjalistom i dyrekcji szpitala - ucina Pulchna. Podobnie mówią przedstawiciele małopolskiego sane...