W nocy reanimowaliśmy 70 letniego pacjenta przez 3,5 godziny. O 23.00 w trakcie stosunku zatrzymał się w mechanizmie asystolii. O 23.05 był już ambulans. (Pod drzwiami stali czy co ?) W ten krótki czas trochę nie wierzę, choć miasteczko jest małe i ekipy są sprawne. Jak usłyszałem, że jedzie to przez telefon kazałem szykować dren do drenażu osierdzia, bo byłem na 80% pewien, że to będzie ten problem. Robiłem mu w trakcie reanimacji echo oczywiście. Tamponady, ani żadnego śladu płynu w osierdziu nie miał. Nie wyglądał też na zator płucny. ( zobaczcie zresztą sami gradient TR miał 23,65mmHg). Nie miał też dyssekcji aorty (całą obejrzałem) ani tętniaka. Na hipowoelemię też mi nie wyglądał, anestezjolog z żołądka nie ciągnął krwi. Podejrzewaliśmy w końcu SAB, ale nie miał neurologi , nie dostał też padaczki. W trakcie reanimacji był wiotki i nie wykazywał poza ciśnieniem i tętnem żadnych oznak życia. Babiński był ujemny. Źrenice szerokie bez reakcji, ale był napasiony adrenaliną. Reanimacja szła bardzo sprawnie, uważam, że zespoły mamy jedne z lepszych na świecie. Wszystko idzie pod komendę, dwóch sanitariuszy na zmianę pompuje , jeden lekarz pilnuje czasu i adrenaliny i ekg co trzy minuty, anestezjolog pilnuje oddechu i presorów, pielęgniarki podają leki. Był zaintubowany , odsysany z żołądka, z założoną elektrodą do prawej komory, wkłucie c...