Byłem w ubiegłym tygodniu u pacjenta w domu, wstępną informację miałem taką, że wrócił z więzienia do domu i w dniu powrotu wystąpiły u niego zaburzenia psychiczne: jest zdezorientowany, sprawia wrażenie zagubionego, nie mówi i trzeba było przełamywać jego opór by posadzić bo na krześle. Ponieważ ani w tym ani też przez kilka następnych dni nie mogłem tam pojechać, doradziłem jego siostrze (bo to ona dzwoniła) by wezwała pogotowie, pomyślałem że z radości po odzyskaniu wolności upił się/naćpał i doznał jakiegoś urazu głowy. Po kilku dniach siostra zadzwoniła ponownie, pogotowia nie wzywali ale brat nadal zachowuje się dziwnie, choć jest już nieco lepiej. Pacjent mieszka z rodzicami, ma 37 lat, jest kawalerem, ukończył ZSZ górniczą, na kopalni pracował  krótko jako elektryk, zwolnił się bo wystraszył się wypadków. Później pracował już wyłącznie na budowach, nigdy nie był w dłuższym związku. Bez oporu przyszedł, zawołany przez matkę, i usiadł na przeciwko mnie. Na pytania dotyczące tego co się dzieje nie odpowiedział, zapytany o to z kim mieszka stwierdził (bardzo cichym głosem) "właściwie nie wiem". Nad każdą odpowiedzią bardzo się zastanawiał, nawet podając własne dane osobowe, namyślał się nad każdym słowem. Gdy zapytałem z czego się utrzymuje odpowiedział "biednie ale zdrowo", zapytany czy pił ostatnio alkohol odpowiedział ledwo słyszalnie "chętnie bym się napił". ...