Wybaczcie ten trywialny, mało zgrabny polonistycznie tytuł. Ale pytanie jest serio. Czy żeby widzieć świat w różowych barwach wystarczy "posłuchać" wiedzących lepiej (czyt. samemu sobie przepracować) czy może konieczne jest udanie się na psychoterapię żeby zdeformułować sposób myślenia. A może tak naprawdę to pech genetyczny i deprywacja serotoninergiczna od stadium zygoty nie pozwala cieszyć się życiem wielu ludziom? I trzeba tabletki? A...
