Odkąd zarzuciłam chodzenie do kościoła, to trochę nie mam wizji na ten dzień. Czegoś brakuje. U mnie: spanie do 9:30 (wczoraj smażyłam rydze do północy, więc mi się należało), potem trochę nauczki, potem popichciłam, spacerek z przyjaciółką w parku. W międzyczasie doglądanie dziatwy, k24, basicowe ogarnianie chaty. Wieczorem zawsze moralniak mnie dopada, mam tak od 12 roku życia. A jak u Was?
