Dziś na dyżurze w SOR miałem topielca. Tzn. nie taki "na amen utopiony", tylko "bardzo prawie". Żeglarze zauważyli kogoś tonącego, więc wzięli kurs na niego - zwłaszcza, że w pewnym momencie przestał machać rękami. Jak dopłynęli, to wyciągnęli - a że znali BLS i widząc, że nie oddycha - zastosowali "oddechy ratownicze" uzyskując powrót oddechu. Wezwali ZRM, ZRM dowiózł bladego, sinawego z GCS 10 pkt. do SOR. Przytomny, oczy...
