Jeszcze 10 lat temu funkcjonowali na intelektualnych obrzeżach cywilizowanego świata, wypełzając ze swoich brudnych nor po zmroku aby pożywiać się padliną. Wtedy można było łatwo zwalczać pojedyncze ogniska zarazy konsekwentnie stosując zasadę "no platform", czyli nie wchodzenie w dyskusje ze względu na brak racjonalnej płaszczyzny tejże- nie rozmawia się z nimi na tej samej zasadzie jak nie dzieli się przez zero. Oraz konsekwentnego stosowania obowiązującego prawa tam, gdzie było ono naruszane. Niestety moment krytyczny został przegapiony i nie zdążyliśmy się zaszczepić, po części dlatego że wydawali się niegroźni, po części wręcz medialnie atrakcyjni ze względu na swój koloryt stanowiąc rodzaj folkloru rozpalającego na wizji emocje wyznawców "prawdopośrodkizmu". Ostatecznie zaraza rozlała się szeroko i dzisiaj przelewają się przez świat niczym wezbr...